Otwórz swoje serce

Są takie historie, które potrafią poruszyć nawet najbardziej zatwardziałe serca. Życie potrafi pisać bardzo okrutne scenariusze. Przekonała się o tym autorka książki Jeszcze się kiedyś spotkamy, której dziadek wyruszył na II wojnę światową i już nigdy z niej nie powrócił. Słuch po nim zaginął. Właśnie jego losy zainspirowały pisarkę do stworzenia powieści, która pokazuje, jak przewrotny potrafi być los i jak trwałe mogą być ludzkie uczucia.

Przeszłość każdego z nas

Napisana lekkim piórem książka jest doskonałą lekturą na długie, letnie wieczory. Wzruszająca, niezwykle emocjonalna. Pobudza do myślenia, każe analizować każdą z sytuacji i zastanowić się, jak byśmy postąpili będąc na miejscu bohaterów. Pokazuje, jak ważną rolę odgrywają przeżycia naszych przodków. Kobiety przedstawione w utworze mają niezwykłą siłę i zaciętość, by walczyć. Pragną być szczęśliwe i kochane. Są wytrwałe w czekaniu. Adela potrafiła czekać pięćdziesiąt lat na swojego męża, o którym słuch zaginął. Wyruszył na wojnę i przestał odpowiadać na listy. I choć otrzymała dokument, że zginął podczas walki, nie potrafiła w to uwierzyć. W głębi serca czuła, że nie może to być prawdą. Czy się myliła? Jak bardzo intuicja i więzi emocjonalne poprowadziły ją ku prawdzie? I gdzie pojawia się granica między rozsądnym wyczekiwaniem, a przesadnym rozpamiętywaniem? Odpowiedzi na te pytania można poznać podczas czytania niezwykłej lektury, jaką jest Jeszcze się kiedyś spotkamy.

Jak wielka siła drzemie w każdym z nas

Zwykle nie zdajemy sobie sprawy, jak silni i wytrwali potrafimy być. Gdy los postawi nas wobec lat pełnych zawieruchy i niepokojów potrafimy stać się bardzo zdeterminowani, byleby przeżyć i ocalić swoich najbliższych. Decydujemy się na rzeczy, na które dotychczas nie mielibyśmy odwagi. Ile trzeba mieć w sobie miłości i samozaparcia, by podczas wojny, głodu i niepokojów powołać dziecko na świat? I jak bardzo można kochać drugiego człowieka, by czekać na niego kilkadziesiąt lat? Jedni by powiedzieli, że to marnotrawstwo czasu. Drudzy by orzekli, że to najpiękniejszy dowód wierności. Niezależnie od oceny czytelników faktem jest, że babcia autorki czekała na swojego męża całe życie. Nie miała żadnego innego partnera. Do końca swoich dni głęboko wierzyła, że pewnego dnia do jej drzwi zapuka ukochany. Zadzwoni, wyśle list. I choć jego twarz będzie pobrużdżona zmarszczkami, wciąż będą mogli zacząć swoje życie od nowa. Czy ten człowiek naprawdę przeżył, tylko los rzucił go do zupełnie innego kraju i innej rodziny, w której już pozostał? Tego Magdalena Witkiewicz nie wie. Daje nam natomiast impuls do zastanowienia się, jak wiele mogło być rodzin, które po wojnie, oddzielone tysiącami kilometrów czekały na spotkanie. I jak wiele tego nie doczekało, choć głęboko wierzyło, że ich partnerzy nie umarli.